Zaczął się nowy rok, stare auto znowu starsze o kolejny, dawno ma za sobą najlepsze lata. Zaczyna frustrować nas codzienna jazda do pracy, a przed każdym dłuższym wyjazdem wpisujemy do swojej komórki numer pomocy drogowej. Czas na nową maszynę. Wszystko fajnie, tylko gotówki brak. Pozostaje kredyt samochodowy.
Jak wybrać najkorzystniejszy? Jak nie zawieść się na pożyczce z banku, a zawieźć komfortowo dziecko do szkoły?
Jak w przypadku każdego kredytu, tak i w tym, podstawowym kryterium jest wybór placówki udzielającej nam pożyczki. Motobanki ostro walczą o nowego klienta z bankami oferującymi kredyt samochodowy. Zwłaszcza na początku nowego roku prześcigaja się w ofertach przekonując, że to właśnie ich propozycja jest najlepsza. Cóż, korzystajmy z tej walki o kredytobiorcę. Chodźmy od placówki do placówki, pytajmy, pertraktujmy, marudźmy, niech się starają. Pilnujmy oprocentowania, okresu kredytowania, wysokości prowizji, zniżek rabatowych (np. na zakup paliwa). Nie łudźmy się jednak, że od nas kredytodawcom już się nic nie należy. Bez zdolności kredytowej, o aucie za pożyczone pieniądze można zapomnieć. Fajnie, jeśli mamy trochę gotówki, która posłuży nam za wkład własny.
Powinniśmy zastanowić się, czy kupno używanego samochodu będzie na pewno tańsze. Kredyt samochodowy na samochód używany jest wyżej oprocentowany, a więc dość drogi. W końcu nie wiadomo jak długo pojeździ twoje używane auto, a to przecież najczęstsze zabezpieczenie kredytu. Pożyczka na nowy pojazd jest tańsza, jej oprocentowanie dużo mniejsze, bo i ryzyko spada.
Okres kredytowania również wpływa na koszty kredytu. Krótszy kredyt – lepsze warunki, dłuższy – oprocentowanie rośnie.
Załóżmy, że spośród wielu ofert wybraliśmy najlepszą. To nie koniec. Przed wyjazdem z banku nowym autem trzeba uważnie przeczytać umowę. Często dopiero tam dostrzec można mało korzystne dla kredytobiorcy niuanse. Oferta zawsze wygląda modelowo, a umowa prawdę nam powie. Czasem lepiej się z niej wycofać, niż przejechać się na własnej naiwności…